Adwent na miarę tęsknoty i miłości (s. Agnieszka 2012-12-11)

Adwent. Wywołane hasło kojarzy nam się różnie: oczekiwanie, przygotowanie, święty Mikołaj, zakupy, rezygnacja, ciemne dni, lampki na ulicach, spowiedź. Terminy można by mnożyć w zależności od praktyki życia wiary, jaką posiada każdy wierny. Adwent jednoznacznie kojarzy się także z Bożym Narodzeniem, okresem poprzedzającym je, przygotowaniem do niego. Ten czas liturgiczny, zaczynający nowy rok kościelny zawiera w sobie z pozoru wiele sprzeczności. Z jednej strony mówimy o okresie radosnego przygotowania, a z drugiej widzimy fioletowy ornat. Adwent nie został zaliczony do okresu pokuty, ale doświadczana swoistego rodzaju powaga w Kościele, hamuje zapędy andrzejkowych zabaw i dlatego słusznie pytamy się kiedy w tym roku wypadnie pierwsza niedziela adwentu, aby na zabawę pójść raczej przed nią a nie po.
Paradoksy tego okresu liturgicznego są jednak, jak to często bywa, tylko pozorne, ponieważ miarą zrozumienia i właściwego przeżycia adwentu będzie miara naszej wiary, nadziei a przede wszystkim miłości. Nie jest to w żadnym razie nadmierny patos, gdyż staje się zrozumiałym, że kto kocha to czeka na Ukochanego i wierzy oraz ma głęboką nadzieję, że On na pewno przyjdzie, skoro sam tak powiedział.
Podpatrzmy jak zachowuje się zakochana narzeczona, umówiona na spotkanie z przyszłym mężem. Przede wszystkim przygotowuje się, chce dobrze i atrakcyjnie wyglądać, dba o swoje piękno, a gdy wszystko jest już gotowe oczekuje, siedząc z nosem przy szybie, chodząc niespokojnie po pokoju, wręcz nie potrafi już myśleć lub zająć się czymś innym. Gdy oczekiwanie się przedłuża przeżywa bolesne rozterki, niepokój, od radości, gdy wyobraża sobie już bliskie spotkanie do głębokiego smutku, gdy stwierdza, że narzeczonego jeszcze nie ma. Jakże musi przeżywać niewyobrażalne szczęście, kiedy jej nadzieje wreszcie się spełniają. Ta jej radość będzie wprost proporcjonalna do intensywności jej oczekiwania, do miary miłości, jaką darzy osobę, na którą czeka. Tak obrazowo powinien wyglądać adwent osoby wierzącej.
Przede wszystkim, czekając na przyjście Zbawiciela musimy stawać się piękni w sensie duchowym. Potrzebna będzie spowiedź, częstsza modlitwa przez, na przykład, udział w roratach czy w rekolekcjach parafialnych. Następuje pełne radości, ale i napięcia, spowodowanego tęsknotą serca za Mającym Nadejść, oczekiwanie.
Wnioski nasuwają się same. Przeżyję adwent na miarę mojej tęsknoty za Zbawicielem. Za Bogiem, który przychodzi właśnie do mnie z miłości, abym nie czuł się samotny w moim cierpieniu, który pokazuje jak cierpieć, bo sam całe życie cierpiał, który staje się bliski dla mnie, staje się „Bogiem z nami”. Tak bliski, że mogę Go dotknąć (ma przecież ciało!), tak bliski, że mogę Go przyjąć do serca i być razem na zawsze, tak bliski, że mogę Go nie zauważyć, albo nawet zlekceważyć, tak bliski, że aż za zwyczajny i nie do pojęcia…
Oczekiwanie na pierwsze przyjście Syna Bożego, to znaczy na Boże Narodzenie, nie wyczerpuje jednak bogactwa adwentu. Teksty liturgiczne w pierwszej części tego okresu dotyczą oczekiwania Pana, który przyjdzie na końcu czasów. Czekamy, więc i przygotowujemy się do końca świata. Przywołując apokaliptyczne zawołanie „Marana tha!” – „Przyjdź Panie Jezu!” modlimy się o ten koniec! Tylko człowiek przeniknięty na wskroś miłością do Chrystusa – Oblubieńca Kościoła może się tak modlić. Kto często spogląda na ołtarz Pana widzi Chrystusa, jako spełnienie wszystkich swoich pragnień i marzeń o piękniejszym życiu, gdzie nie ma już zła, które zostało ostatecznie pokonane przez Krzyż i Zmartwychwstanie. Czy nie chcemy by nastał wreszcie lepszy świat bez lęku, cierpienia i śmierci? Dlaczego więc podświadomie obawiamy się tego lepszego – nowego świata, Nowej Ziemi? Czy nie mamy zapowiedzi, że „wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. Właśnie, „tym którzy Go miłują”, to znaczy oddają Mu całe swoje życie, na dobre i złe.
Znowu nasuwa się jeden wniosek, który powtarza jak refren tęsknej pieśni adwentowej: przeżyję adwent na miarę mojej tęsknoty i miłości do Pana Jezusa. Będę czekać na Niego z całym zaangażowaniem, jeżeli Go potrzebuję, jeżeli jest On dla mnie spełnieniem moich najskrytszych pragnień. Z głębi serca zawołajmy: „Przyjdź! Amen. Marana tha! Przyjdź Panie Jezu!” A zaiste, przyjdzie niebawem.


Bóg się rodzi (s. Agnieszka 2012-12-11)


Adwent na miarę tęsknoty i miłości (s. Agnieszka 2012-12-11)

Eiti prie įrankių juostos