Bóg się rodzi (s. Agnieszka 2012-12-25)

Bóg się rodzi… śpiewamy co roku w tradycyjnej kolędzie. Czy jednak do końca rozumiemy co znaczą wypowiadane słowa.
Bóg, który przekracza ludzką zdolność pojmowania. Bóg – wspanialszy niż najśmielsze marzenia. Bóg – czyste istnienie, wystarczalne samo w sobie, wspólnota wspólnot. Bóg jak wieczna wiosna, jak dłonie mojego Taty, jak uśmiech mamy. Słowa zbyt małe by wyrazić rzeczywistość przestrzeni Boga. I dziś Bóg się rodzi…
Czy to możliwe? Przecież Bóg jest niezmierzoną wiecznością, otacza nas swoim istnieniem jak powietrzem, a tu dziecko, maleńka kruszyna uzależniona od ramion matki i ojca. A jednak to Bóg się rodzi…. W całkowitym ubóstwie i odrzuceniu, rodzi się jak niechciane dziecko tej ziemi. Czy to przesada? Dla tych, którzy tak uważają może wystarczy spojrzenie na grotę, dom dla zwierząt. W tamtą noc nie było pachnącej choinki, raczej „zapachy” stajni, nie było kaloryfera, raczej gryzący dym z ogniska. Nie, nie chcę uczynić z Bożego Narodzenia dnia smutku, bo przecież była gwiazda, pasterze, nawet mędrcy z odległych krain, ale przede wszystkim była Maryja i Józef – dwoje oddanych temu Dziecku na przepadłe.
Ale dlaczego? Dlaczego Pan zamienił wszechwładzę na niemoc, przecież wiedział, co stanie się potem…opuszczając łono Ojca widział już swój krzyż…Dlaczego pozwolił sobie na odrzucenie przez człowieka, dlaczego przyszedł żebrać…
Jest to tajemnica – misterium, misterium Bożego Narodzenia, tajemnica Bożej Miłości, która uparcie poszukuje człowieka, ryzykując wszystko. Człowiek nieustanny uciekinier, dezerter służby Bożej. Brak zaufania zaprowadził go w ślepy zaułek własnej nienawiści. Męczy się w sidłach własnego egoizmu. I jak do niego mówić skoro zatyka uszy, jak mu wskazać drogę, skoro uparcie zamyka oczy. Bóg – Oblubieniec ludzkości — swojego stworzenia, widział tylko jedno wyjście, aby dotrzeć do człowieka. W sytuacji zatkanych uszu, zakrytych oczu Bóg zdecydował się PRZYJŚĆ i DOTKNĄĆ, z delikatną miłością zdjąć palce z uszu, łagodnie otworzyć oczy. Jak jednak można dotknąć bez ciała? Bóg przyjmuje ciało ludzkie, ciało ograniczeń, ale to nie jest ważne, bo dla miłującego liczy się tylko umiłowany to znaczy człowiek. Bóg przychodzi na ziemię, abym ja – człowiek mógł być w niebie.
Bóg – przychodzi tak zwyczajnie, pojawia się nagle w zwykłych sprawach ludzkich, prawie niezauważony, stwarzając wciąż i na nowo. Delikatny, cichy i ukryty, dotyka i przytula. O nie, człowieku, już nie masz prawa powiedzieć, że Bóg jest daleki. Teraz jest już tak bliski, że nie potrafisz Go poznać, że Go zabijasz! Mądrość Boża wybrała nędzne ludzkie ciało na narzędzie swojej miłości, Miłości czystej i pięknej, nieustającej. Mądrość Boża uświęca ciało ludzkie i odtąd już nigdy nie jest ono nędzne, jest boskie! Jakie to dziwne. Człowiek odszedł od Boga, bo chciał być jak Bóg. Bóg zaś staje się człowiekiem, aby przygarnąć go na łono swojej boskości, dać wieczność, aby był jak Bóg.
Jak Bóg, to znaczy miłością nieogarnioną i do końca, zapomnieniem o sobie, czystą prawdą – pokorą, przebaczeniem…Cicho! Oto On, Ukochany mój nadchodzi!


Bóg się rodzi (s. Agnieszka 2012-12-25)


Adwent na miarę tęsknoty i miłości (s. Agnieszka 2012-12-11)

Eiti prie įrankių juostos